Parę dni temu "Dziennik-Gazeta Prawna" opublikował na swojej stronie internetowej informację o wypowiedzi pani Joli Rutowicz, która oświadczyła, iż "należy wreszcie wybaczyć Rosjanom Katyń".  Jest rzeczą ciekawą, że właśnie pogardzana przez intelektualistów pani Rutowicz, znana głównie z programu "Big Brother", złamała obowiązujace w naszej publicystyce /zwłaszcza prawicowej/ tabu.  W Salonie24 zareagowano na to z niechęcią i oburzeniem /TUTAJ/, przy czym uczucia te były skierowane głównie przeciw dziennikarzom, ktorzy ośmielili się to zamieścić.  Nasi salonowi piewcy wolnego słowa uważają widocznie, iż w tym przypadku cenzura by się jednak przydała.

  Nie mogę się oczywiście w pełni zgodzić z panią Rutowicz, gdyż jest jasne, że wybaczenie musi być poprzedzone wyznaniem winy i skruchą sprawcy, a Rosjanie wciąż usiłują się wykręcić od odpowiedzialności za tę zbrodnię i wymyślają wciąz nowe kłamstwa.  Doskonale jednak rozumiem motywy, które kierowały panią Jolą.  Muszę szczerze wyznać . iż ja też mam całkowicie dosyć wycierania sobie gęby Katyniem przy każdej możliwej okazji, przy czym wcale niekoniecznie ze szlachetną intencją uczczenia pamięci ofiar tego ludobójstwa.  Coraz częściej mam bowiem wrażenie, że zbrodnia katyńska zaczyna służyć jako uniwersalne usprawiedliwienie obecnej bezczynności, nieudolności i głupoty, a także lenistwa.  Szlag mnie trafia, gdy po raz n-ty czytam o tym, że nic się w Polsce nie da zrobić, bo nie mamy elity, bo prawdziwa nasza elita zginęła w Katyniu, bo to co mamy teraz to tylko łże-elita, z którą się nic nie da zrobić, i.t.d. , i.t.p. ...  Bardzo to wygodna wymówka dla nicnierobienia.

  Nawet, jeśli uznamy, że pod słowem "Katyń" należy rozumieć całość strat poniesionych przez polską inteligencję podczas II Wojny Światowej i zaraz po niej, to trzeba sobie wreszcie uświadomić że od zakończenia wojny minęło już 65 lat. To znacznie wiecej niż dwa pokolenia.  Było to wystarczająco dużo czasu by społeczeństwo dochowało sie nowej elity.  To my nią jesteśmy i musimy się z tym pogodzić.  Na portalach internetowych nie piszą przecież chłopi pańszczyźniani, ani wyrobnicy z dawnych PGR.  Oczywiście można się zastanawiać, czy ta nowa elita nie mogłaby jednak być lepsza?  Na przeszkodzie poprawieniu jej jakości stanął po pierwsze system komunistyczny, choć trzeba zauważyć , że szkoły PRL były pod wieloma względami lepsze niz obecne.  Jednakowoż dostęp do wyższego wykształcenia był sztucznie ograniczany.  Drugą przyczyną była emigracja, mająca za komunizmu charakter biletu w jedną stronę.

  Pragnę też zwrócić uwagę na dokonania naszego społeczeństwa w latach 1992-2009.  W tym okresie zwiekszono liczbę studentów pięciokrotnie i utworzono kilkaset nowych uczelni.  Był to ogromny wysiłek zarówno samych uczących się, jak i kadry nauczającej.  Obecnie wszystkie starania różnych antypolskich sitw zagnieżdżonych w mediach idą w kierunku zdeprecjonowania tych osiągnięć i wmówienia ludziom, że całe to kształcenie było nic nie warte.  NIe jest to jednak prawda.  Tak szybkie i gwałtowne umasowienie oświaty musiało spowodowac pewien spadek jej poziomu, jednak nie tak wielki, jak próbuje sie nam często wmówić.

  Irytuje mnie zwłaszcza obecny w prawicowej publicystyce wyrażny lęk przed wykształconym młodym pokoleniem.  Stąd bierze się właśnie pogardliwy stosunek do niego i cała ta gadanina o "wykształciuchach" i "lemingach".  Takie postępowanie jest wręcz samobójcze, bo zniechęca tylko młodzież do naszych idei.  Naturalną koleją rzeczy, to właśnie ci młodzi będą przyszłą elitą Polski, niezależnie od tego, czy nam, starym, podoba się to, czy nie.